One Piece Fanon Wiki
Advertisement

A co by było gdyby... - One Piece: Historia innego początku, rozdział pierwszy.


Przed wyspą Raftel stało kilka statków marynarki. Ci ludzie chyba nie byli świadomi tego, co robią i to dosłownie! Haoshoku Haki potrafi przekonać człowieka do wielu ciekawych ruchów i dlatego właśnie tryumf nowego Króla Piratów można zobaczyć na całym świecie, dzięki Den Den Mushi na tych statkach. Nie udało się zapanować jedynie nad jedną osobą. Mężczyzna leżący na noszach mógł jedynie wykrzyknąć przyznanie się do porażki: - A niech cie, Luffy! - nawet na miejscu, gdzie stała załoga Słomianego Kapelusza, można było usłyszeć ten wściekły krzyk Admirała Floty, Sakazuki'ego alias Akainu.

- Udało się nam! Shishishi... - wolnym tokiem śmiech Słomianego Kapelusza opadał i z uśmiechem na ustach spojrzał przed siebie. Grand Line, morze z którym walczył. Przeżył na nim wiele wspaniałych przygód, w tym dotarcie do Raftelu!

- Luffy, chyba jesteś świadom, że to jeszcze nie koniec naszej podróży? - spytała go spokojnie Nami.

- Taaa... - Luffy obojętnie podszedł do słów nawigatorki. Dobrze wiedział, jaki jest jego następny cel i bardzo chciał go osiągnąć. Jednak teraz... Teraz zachciało mu się pomyśleć nad tym wszystkim.

- Shanks... To wszystko dzięki tobie... - usłyszeli Słomiani.

- No tak, to dzięki niemu postanowiłeś zostać piratem, prawda? - spytał Usopp.

- Tak! - odparł pewnie Luffy - Gdyby nie on, ta chwila na pewno nie miałaby miejsca, a ja nie zostałbym Królem Piratów!

- Ale już nie przesadzaj, na pewno byłbyś silnym piratem. - powiedział Brook.

- Choćby Shanks się nie pojawił w twoim życiu, twoim przeznaczeniem było kontynuować Wolę D.! - dodał Franky.

- Gdyby nie Shanks i Luffy, wszyscy byśmy dawno zginęli...

- ROBIN! - krzyknął wściekle Usopp. Nie lubił, gdy spokojnie mówiła o takich sprawach.

- Tak, bez Shanksa bylibyśmy niczym. Nawet nie mogę sobie wyobrazić, co by się ze światem stało, gdyby nie on... ...

- Mój skarb? Chcecie mój One Piece? - na wyspie Loguetown ma miejsce egzekucja Króla Piratów: Złotego Rogera! Jego przemowa dociera do ludzkich serc. Chcą oni dotrzeć do wyspy, na której ukrył swoje wszystkie skarby. Jego załoganci przeżywają rozterkę w sercu, to prawdziwy ból, gdy kapitan umiera. Pirat Buggy pojawił się na miejscu i widział całe zajście. Jego oczy przelewały łzy.

- Hej ty! - usłyszał z tyłu, jednak nie odwrócił się - Hej, do ciebie mówie!

Podszedł do niego mężczyzna w stroju marynarza. Chciał podać mu kartkę, która wypadła mu z kieszeni, ale co zazwyczaj robi pirat, widząc że interesuje się nim marynarz?

- Bara Bara Ho! - ręka Buggy'ego nagle rozdzieliła się na kilka części i on z całej siły uderzył w marynarza, przewracając go. Nie wywołało to ogromnego szoku, jednak kilku innych marynarzy zaczęło biec w jego stronę. Buggy uciekał, jednak szybko został otoczony. Nie miał gdzie się ruszyć i nagle: zniknął. Marynarze długo szukali go, jednak bezskutecznie. Tymczasem przyjaciele rozmawiali ze sobą na drugim końcu wyspy.

- Buggy, nie powinieneś się tak narażać marynarce, mogliby ci coś zrobić.

- SHAAANKS! Uratowałeś mnie! - ryczał pirat tuż pod jego nogami.

- Przestań, nie wypada tak robić kamratowi Króla Piratów. - uspokoił go chłopak.

- K-K-Kr-KRÓLA!? NASZ KRÓL PRZED CHWILĄ... On umarł, Shanks...

Shanksem targały okropne uczucia, był rozżalony śmiercią swojego kapitana. Popatrzył na swój kapelusz. Tak, to jedyna pamiątka po nim. Nie dawał jednak po sobie nic poznać, był twardy dla podniesienia na duchu Buggy'ego.

- Ehh... Buggy, przecież wiesz, że to musiało w końcu nastąpić.

- JAK TY MOŻESZ TAK MÓWIĆ O SWOIM KAPITANIE!?

- Buggy, przyjaźnimy się, prawda? Mam coś bardzo ważnego do zrobienia i nie mam pojęcia kiedy, i czy w ogóle wrócę.

- Shanks, nie waż się.. - Buggy próbował mu przerwać, jednak Shanks trwał dalej.

- Udam się spowrotem na Grand Line. Słyszałem jednak, że szukasz załogi i z miłą chęcią doradzę ci kilka silnych osób z East Blue. Pamiętasz swoich "Piratów Czerwononosego"?

- KOGO NAZYWASZ CZERWONYM NOCHALEM!? TO "PIRACI BUGGY'EGO!"

- E tam, nie widzę różnicy...

- JEST WIELKA RÓŻNICA!

- Tak czy inaczej, posłuchaj, co mam do powiedzenia... ...'

- Dziewczyno, przynieś więcej sake! - krzyczał Buggy.

- Ależ kapitanie, czy ci nie starczy? Jesteś tak pijany, że aż ci nos zczerwieniał.

- NIE BĘDZIESZ NAZYWAŁ SWOJEGO KAPITANA CZERWONYM NOCHALEM!

Wszyscy wpadli w śmiech. 12 lat po egzekucji Rogera, znana na całym świecie załoga "Piratów Buggy'ego" pojawiła się na Wyspie Dawn.

- Ja też chce sake! - krzyczał młody chłopiec. Był to Luffy.

- Za jakieś 10 lat bardzo chętnie ci trochę sprzedam. - powiedziała do niego uśmiechnięta Makino. Cały bar był owładnięty zabawą i szczęściem. Piraci Buggy'ego trafili w idealny moment, jeszcze kilka dni wcześniej wpadliby tutaj na wice-admirała Garpa. W tym całym zamieszaniu nie zauważyli, że naburmuszony Luffy wciągnął nie tylko to, co było dla niego, lecz także owoc, który był schowany w specjalnym pudełku. Smakował okropnie, ale Luffy zjadłby wszystko i nie przeszkadzało mu to. Wtem, do środka wszedł jakiś dziwny typ, jakby spod jakieś ciemnej gwiazdy. Spojrzał na pijących piratów i z ironią powiedział: - Wy marne ścierwa! Przesuńcie się, jeśli nie chcecie zginąć!

Żaden z piratów nawet słowem się nie odezwał, lecz kilku spojrzało na niego.

- Macie rację, idioci. Tak, to ja! Potężny Higuma. Cieszcie się, że mam dzisiaj dobry nastrój i nie powyżynam was. - zwrócił się następnie do Makino - Dziewczyno, daj nam 100, nie! 200 butelek Sake!

- Wybacz, ale nie mamy już sake.

- Nie? - powiedział z udawanym żalem - A ci piraci co teraz piją?

- Właśnie kończą ostatnie resztki sake, naprawdę mi przykro...

- PRZYKRO CI!? Wiesz co ja mogę zrobić z tą tandetną ruderą?

Kilku bandytów Higumy zaczęło przewracać stoły. Inny zaczął rozwalać ścianę. Tymczasem, sam Higuma wyciągnął swój miecz w stronę Buggy'ego.

- Te, czerwony nosie. Wiesz kim jestem? Jestem liderem tutejszych bandytów. Higuma, za którego płacą drogo, całe 8 milionów Beri!

Użył złych słów, gdyby powiedział: "piracie"...

- KOGO NAZWAŁEŚ CZERWONYM...!? - Buggy szybko wstał i zadział się na miecz bandyty. Ten wykonał mocne cięcie i ciało pirata rozpadło się na dwie części, upadając na ziemie.

- Hahaha, ten pirat naprawde jest wkurzający, ale łatwo go przeciąć. Chłopaki, wychodzimy!

Stojąc w drzwiach, usłyszał jakieś dziwne dźwięki. Chciał jeszcze zerknąć ostatni raz na martwego pirata, ale to co zobaczył, był ostatnią rzeczą w jego życiu. Widział małą kulkę ze znakiem piratów Buggy'ego, po tym nastąpiła wielka eksplozja. Wybuch rozwalił całe wejście do baru, jednak poza bandytą, nikomu się nic nie stało. Luffy patrzył się szerokimi oczyma na dziurę przed drzwiami.

- Suuuper! - jego oczy się zaświeciły - Co to jest??

- Haha, wiedziałem, że cie czymś w końcu zaskoczę, dzieciaku. - uśmiechnął się Buggy. Od kiedy się tu pojawił, nie mógł zyskać uznania Luffy'ego - To co przed chwilą zauważyłeś, to Buggy Bomba! Moja najdoskonalsza broń! Jednak nie łudź się, że to limit staruszka, użyłem tego, by nie rozsadzić całej wyspy. To wersja mini, na poszczególne osoby.

Po wszystkim wyszedł na chwilę na zewnątrz. Widział uciekających innych bandytów.

- Ej, mały. - Luffy'ego zaczepił Yasopp - Wybacz, że ci to mówie, ale przesadzasz.

- Ale o co ci chodzi, Buggy był ekstra!

- Młody... Krótko się znamy, ale zapamiętaj proszę cię tyle: To nie jest sposób na rozwiązanie sprawy. Nasz kapitan zwykł czasami wpadać w taką furię, nie zmienia to faktu, że jest wspaniałym liderem. Jednak wiedz, że gdy ktoś taki atakuje ciebie, nie rób nic.

- Ale...

- Dokładnie, nic a nic. Pomyśl, czy gdyby bandyta odszedł, komukolwiek stałaby się krzywda?

- Eee... Chyba nie zrozumiem piratów. Rabowanie i walki są kozackie, dlatego też chciałbym być taki jak wy! - po tych słowach, Luffy pobiegł w stronę kapitana.

- Poczekaj jeszcze... - złapał go za rękę Benn. Nagle, rozciągnęła się ona, a w całym barze rozległa się gwara zdziwionych osób.

- Kapitanie!

Poza tą sytuacją w barze, Luffy zbytnio nie interesował się piratami Buggy'ego. Gdy odpływali, przyszedł by pożegnać ich. Na tym skończył się ich stosunek, przynajmniej na tę chwilę.

...

- LUFFY! - tego można było się domyśleć. Gdy tylko Garp dowiedział się, co nawyprawiał Luffy, okropnie się na niego zdenerwował - Luffy, nie wolno ci zadawać się z tymi piratami!

- Ale dziadku...! - ten zdzielił go w głowę. Co dziwne, atak ten odbił się od Luffy'ego i nic mu nie zrobił.

- Co to ma... Chłopcze, ty jesteś z gumy!? - Garp złapał Luffy'ego za policzki i zaczął bawić się jego twarzą - Hahaha, kto cie tak urządził? Ci piraci, tak? A mówiłem ci. Teraz już nigdy nie będziesz mógł pływać.

- Cooo??

Rozdział 2
Advertisement