One Piece Fanon Wiki
Linia 27: Linia 27:
 
''...''
 
''...''
   
- [b]Mój skarb? Chcecie mój One Piece?[/b] - na wyspie Loguetown ma miejsce egzekucja Króla Piratów: Złotego Rogera! Jego przemowa dociera do ludzkich serc. Chcą oni dotrzeć do wyspy, na której ukrył swoje wszystkie skarby. Jego załoganci przeżywają rozterkę w sercu, to prawdziwy ból, gdy kapitan umiera. Pirat Buggy pojawił się na miejscu i widział całe zajście. Jego oczy przelewały łzy.
+
- '''Mój skarb? Chcecie mój One Piece?''' - na wyspie Loguetown ma miejsce egzekucja Króla Piratów: Złotego Rogera! Jego przemowa dociera do ludzkich serc. Chcą oni dotrzeć do wyspy, na której ukrył swoje wszystkie skarby. Jego załoganci przeżywają rozterkę w sercu, to prawdziwy ból, gdy kapitan umiera. Pirat Buggy pojawił się na miejscu i widział całe zajście. Jego oczy przelewały łzy.
   
 
- '''Hej ty!''' - usłyszał z tyłu, jednak nie odwrócił się - '''Hej, do ciebie mówie!'''
 
- '''Hej ty!''' - usłyszał z tyłu, jednak nie odwrócił się - '''Hej, do ciebie mówie!'''
Linia 55: Linia 55:
 
- '''Udam się spowrotem na Grand Line. Słyszałem jednak, że szukasz załogi i z miłą chęcią doradzę ci kilka silnych osób z East Blue. Pamiętasz swoich "Piratów Czerwononosego"?'''
 
- '''Udam się spowrotem na Grand Line. Słyszałem jednak, że szukasz załogi i z miłą chęcią doradzę ci kilka silnych osób z East Blue. Pamiętasz swoich "Piratów Czerwononosego"?'''
   
- '''KOGO NAZYWASZ CZERWONYM NOCHALEM!? TO "PIRACI BUGGY'EGO!'''
+
- '''KOGO NAZYWASZ CZERWONYM NOCHALEM!? TO "PIRACI BUGGY'EGO!"'''
   
 
- '''E tam, nie widzę różnicy...'''
 
- '''E tam, nie widzę różnicy...'''

Wersja z 21:37, 3 wrz 2013

A co by było gdyby... - One Piece: Historia innego początku, rozdział pierwszy.


Przed wyspą Raftel stało kilka statków marynarki. Ci ludzie chyba nie byli świadomi tego, co robią i to dosłownie! Haoshoku Haki potrafi przekonać człowieka do wielu ciekawych ruchów i dlatego właśnie tryumf nowego Króla Piratów można zobaczyć na całym świecie, dzięki Den Den Mushi na tych statkach. Nie udało się zapanować jedynie nad jedną osobą. Mężczyzna leżący na noszach mógł jedynie wykrzyknąć przyznanie się do porażki: - A niech cie, Luffy! - nawet na miejscu, gdzie stała załoga Słomianego Kapelusza, można było usłyszeć ten wściekły krzyk Admirała Floty, Sakazuki'ego alias Akainu.

- Udało się nam! Shishishi... - wolnym tokiem śmiech Słomianego Kapelusza opadał i z uśmiechem na ustach spojrzał przed siebie. Grand Line, morze z którym walczył. Przeżył na nim wiele wspaniałych przygód, w tym dotarcie do Raftelu!

- Luffy, chyba jesteś świadom, że to jeszcze nie koniec naszej podróży? - spytała go spokojnie Nami.

- Taaa... - Luffy obojętnie podszedł do słów nawigatorki. Dobrze wiedział, jaki jest jego następny cel i bardzo chciał go osiągnąć. Jednak teraz... Teraz zachciało mu się pomyśleć nad tym wszystkim.

- Shanks... To wszystko dzięki tobie... - usłyszeli Słomiani.

- No tak, to dzięki niemu postanowiłeś zostać piratem, prawda? - spytał Usopp.

- Tak! - odparł pewnie Luffy - Gdyby nie on, ta chwila na pewno nie miałaby miejsca, a ja nie zostałbym Królem Piratów!

- Ale już nie przesadzaj, na pewno byłbyś silnym piratem. - powiedział Brook.

- Choćby Shanks się nie pojawił w twoim życiu, twoim przeznaczeniem było kontynuować Wolę D.! - dodał Franky.

- Gdyby nie Shanks i Luffy, wszyscy byśmy dawno zginęli...

- ROBIN! - krzyknął wściekle Usopp. Nie lubił, gdy spokojnie mówiła o takich sprawach.

- Tak, bez Shanksa bylibyśmy niczym. Nawet nie mogę sobie wyobrazić, co by się ze światem stało, gdyby nie on... ...

- Mój skarb? Chcecie mój One Piece? - na wyspie Loguetown ma miejsce egzekucja Króla Piratów: Złotego Rogera! Jego przemowa dociera do ludzkich serc. Chcą oni dotrzeć do wyspy, na której ukrył swoje wszystkie skarby. Jego załoganci przeżywają rozterkę w sercu, to prawdziwy ból, gdy kapitan umiera. Pirat Buggy pojawił się na miejscu i widział całe zajście. Jego oczy przelewały łzy.

- Hej ty! - usłyszał z tyłu, jednak nie odwrócił się - Hej, do ciebie mówie!

Podszedł do niego mężczyzna w stroju marynarza. Chciał podać mu kartkę, która wypadła mu z kieszeni, ale co zazwyczaj robi pirat, widząc że interesuje się nim marynarz?

- Bara Bara Ho! - ręka Buggy'ego nagle rozdzieliła się na kilka części i on z całej siły uderzył w marynarza, przewracając go. Nie wywołało to ogromnego szoku, jednak kilku innych marynarzy zaczęło biec w jego stronę. Buggy uciekał, jednak szybko został otoczony. Nie miał gdzie się ruszyć i nagle: zniknął. Marynarze długo szukali go, jednak bezskutecznie. Tymczasem przyjaciele rozmawiali ze sobą na drugim końcu wyspy.

- Buggy, nie powinieneś się tak narażać marynarce, mogliby ci coś zrobić.

- SHAAANKS! Uratowałeś mnie! - ryczał pirat tuż pod jego nogami.

- Przestań, nie wypada tak robić kamratowi Króla Piratów. - uspokoił go chłopak.

- K-K-Kr-KRÓLA!? NASZ KRÓL PRZED CHWILĄ... On umarł, Shanks...

Shanksem targały okropne uczucia, był rozżalony śmiercią swojego kapitana. Popatrzył na swój kapelusz. Tak, to jedyna pamiątka po nim. Nie dawał jednak po sobie nic poznać, był twardy dla podniesienia na duchu Buggy'ego.

- Ehh... Buggy, przecież wiesz, że to musiało w końcu nastąpić.

- JAK TY MOŻESZ TAK MÓWIĆ O SWOIM KAPITANIE!?

- Buggy, przyjaźnimy się, prawda? Mam coś bardzo ważnego do zrobienia i nie mam pojęcia kiedy, i czy w ogóle wrócę.

- Shanks, nie waż się.. - Buggy próbował mu przerwać, jednak Shanks trwał dalej.

- Udam się spowrotem na Grand Line. Słyszałem jednak, że szukasz załogi i z miłą chęcią doradzę ci kilka silnych osób z East Blue. Pamiętasz swoich "Piratów Czerwononosego"?

- KOGO NAZYWASZ CZERWONYM NOCHALEM!? TO "PIRACI BUGGY'EGO!"

- E tam, nie widzę różnicy...

- JEST WIELKA RÓŻNICA!

- Tak czy inaczej, posłuchaj, co mam do powiedzenia...

Kontynuacja