One Piece Fanon Wiki
Linia 75: Linia 75:
 
Kto z nich mógł zniknąć, jak nie Luffy? W tej samej chwili, gdy wszyscy uświadomili to sobie, w pobliskim lesie nastąpiła eksplozja.
 
Kto z nich mógł zniknąć, jak nie Luffy? W tej samej chwili, gdy wszyscy uświadomili to sobie, w pobliskim lesie nastąpiła eksplozja.
   
  +
----
  +
  +
Kilka chwil wcześniej, pewien chłopak łaził ukryty między drzewami. Obserwował przyjezdnych marynarzy. Byli dosyć podejrzani... Nagle, Luffy odwrócił się w jego stronę i zauważył go. Długonosy próbował schować się, udawać, że to tylko jakiś zwierzak, jednak gumiak szedł ciągle w jego stronę.
  +
  +
- '''Jest tu ktoś?''' - spytał Luffy.
  +
  +
- '''Nikogo nie ma.''' - odpowiedział, myśląc że chłopak mu uwierzy.
  +
  +
- '''Haha, kim jesteś?'''
  +
  +
Zrezygnowany, postanowił się przedstawić.
  +
  +
- '''Na pewno już dobrze znasz moje imię. Jestem słynnym pogromcą piratów i marynarzy, niepokonanym łowcą i wspaniałym wojownikiem. Jestem kapitanem tysięcy ludzi. Wielu próbowało mnie pokonać, wszyscy nie żyją. Jam jest kapitan USOPP!'''
  +
  +
- '''Suuper.''' - Luffy uwierzył chłopakowi - '''Musisz być bardzo silny.'''
  +
  +
- '''A jakże! Na twoim miejscu, nawet nie próbowałbym się ze mną mierzyć.'''
  +
  +
- '''Ale ja bym chciał... Czekaj, Usopp? To brzmi prawie jak Yasopp.'''
  +
  +
- '''Skąd znasz imię mojego ojca?''' - zdziwił się.
  +
  +
- '''Yasopp należy do Piratów Buggy'ego. Znam ich, pojawili się kiedyś na mojej rodzinnej wyspie.'''
  +
  +
- '''Znasz Buggy'ego, tego Buggy'ego i jego załogę!?''' - przestraszył się Usopp - '''Wiedziałem, że z wami jest coś nie tak, oni nie pasują na marynarzy! Opuśćcie tą wyspę!'''
  +
  +
- '''Huh?''' - Luffy nie rozumiał słów Usoppa. Ten wyciągnął swoją procę i wymierzył nią w stronę chłopaka.
  +
  +
- '''Nie będę się powtarzał, pokonywałem większych i silniejszych od ciebie! Macie zostawić tych mieszkańców w spokoju, albo będziecie mieli problemy ze mną!'''
  +
  +
- '''Używasz takiej zabawki, haha!'''
  +
  +
- '''Ta proca jest lepsza, niż drogie pistolety. Sam tego chciałeś! KAYAKU BOSHI!''' - kulka wycelowana w Luffy'ego, wybuchła, dotknąwszy celu.
 
== Kontynuacja ==
 
== Kontynuacja ==

Wersja z 11:58, 9 wrz 2013

Czy aby na pewno dobrze płyniemy? - One Piece: Historia innego początku, rozdział 7


Statek Marynarki przecinał szybko wody East Blue. Planowane dopłynięcie do Loguetown miało być już następnego dnia! Jednak nie dane im było tak szybko dolecieć.

- Panie kapitanie Smoker! - złe wieści przyniósł jeden z marynarzy, pracujący jako nawigator - Obawiam się, że zmieniliśmy kurs.

- Domyślałem się, że to nie wszystko, co Luffy zmajstrował... To nic, dotarliśmy do wyspy, prawda?

- Tak, kapitanie.

- Obeznamy się w okolicy i zdobędziemy jakieś mapy. A póki co, trzeba wszystkich obeznać z tym, że Luffy'ego nie można zostawić nawet na chwilę.

- Tak jest, kapitanie.


- Marynarze przypłyneli! - krzyczał mały chłopak do swoich trzech przyjaciół.

- O nie, jak dowiedzą się o naszej pirackiej załodze...

- Nie ma stracha! - powiedział najwyższy z nich, długonosy chłopak - O niczym się nie dowiedzą, zadbam o to, haha!

- Jesteś tego pewien? - spytał niepewnie jeden z nich.

- A czy ja kiedyś was zawiodłem? Piraci Usoppa!

- Piraci Usoppa! Tak!


- Kurohador.

- Tak, pani Kayo?

- Statek Marynarki zacumował w porcie.

- M-Marynarki? - przestraszył się Kuro. Przełknął ślinę.

- Tak. - zdziwiła się reakcją lokaja - Czy coś nie tak?

- Nie, nie, nie... Nic się nie stało.

- To dobrze. Idź i spytaj o cel wizyty.

- Dobrze, panno Kayo, zaraz kogoś wyślę...

- A nie mógłbyś sam pójść?

- Wybacz, mam dużo obowiązków.


Z przycumowanego statku wszyscy szybko się rozdzielili. Smoker zadbał, by Zoro, Nami i Coby, a także jeden z marynarzy, by pilnowali oni Luffy'ego. Naprawdę była to duża grupka. Chłopak nadal był nieźle poobijany, w wielu miejscach ciągle miał bandaże. Nami za to była już w pełni zdrowa. Teraz, już prawie wszyscy poza Zoro ubrani byli w strój marynarza. Luffy jako zawieszony, ubrał się w swoją tradycyjną czerwoną koszulę, niebieskie spodnie i klapki.

- Hej nie musicie już mnie tak pilnować. - mówił Luffy.

- Ale ty chyba nie zrozumiałeś, czym Smoker nam groził! - powiedział Zoro - Jeżeli zrobisz coś głupiego, z miłą chęcią nas wszystkich wyrzuci na środku morza.

- E tam, nie zrobiłby tego. Dymek jest bardzo fajnym gościem.

Rozmawiali tak jeszcze, gdy nagle wyszedł im na przeciw pewien miło wyglądający mężczyzna.

- Witam, nazywam się Merry. - przedstawił się przyjaźnie i dodał - Przysyła mnie panna Kaya, jest zainteresowana, czemu się tutaj zatrzymaliście?

- Można tak to ująć, że zgubiliśmy się i chcemy spytać o drogę. - wytłumaczył Coby.

- Jak miło słyszeć, że nic poważnego się nie stało. - jedyne napięcie, jakie dręczyło Merry'ego, zniknęło - W takim razie, natychmiast przekaże to pannie Kayi. Dziękuje za pomoc.

- Merry. - zwróciła się do niego Nami - Czy jest tutaj jakiś sklep z ubraniami?

- Oczywiście, zaprowadzę panią. A właśnie... Nie było was tutaj pięciu?

Kto z nich mógł zniknąć, jak nie Luffy? W tej samej chwili, gdy wszyscy uświadomili to sobie, w pobliskim lesie nastąpiła eksplozja.


Kilka chwil wcześniej, pewien chłopak łaził ukryty między drzewami. Obserwował przyjezdnych marynarzy. Byli dosyć podejrzani... Nagle, Luffy odwrócił się w jego stronę i zauważył go. Długonosy próbował schować się, udawać, że to tylko jakiś zwierzak, jednak gumiak szedł ciągle w jego stronę.

- Jest tu ktoś? - spytał Luffy.

- Nikogo nie ma. - odpowiedział, myśląc że chłopak mu uwierzy.

- Haha, kim jesteś?

Zrezygnowany, postanowił się przedstawić.

- Na pewno już dobrze znasz moje imię. Jestem słynnym pogromcą piratów i marynarzy, niepokonanym łowcą i wspaniałym wojownikiem. Jestem kapitanem tysięcy ludzi. Wielu próbowało mnie pokonać, wszyscy nie żyją. Jam jest kapitan USOPP!

- Suuper. - Luffy uwierzył chłopakowi - Musisz być bardzo silny.

- A jakże! Na twoim miejscu, nawet nie próbowałbym się ze mną mierzyć.

- Ale ja bym chciał... Czekaj, Usopp? To brzmi prawie jak Yasopp.

- Skąd znasz imię mojego ojca? - zdziwił się.

- Yasopp należy do Piratów Buggy'ego. Znam ich, pojawili się kiedyś na mojej rodzinnej wyspie.

- Znasz Buggy'ego, tego Buggy'ego i jego załogę!? - przestraszył się Usopp - Wiedziałem, że z wami jest coś nie tak, oni nie pasują na marynarzy! Opuśćcie tą wyspę!

- Huh? - Luffy nie rozumiał słów Usoppa. Ten wyciągnął swoją procę i wymierzył nią w stronę chłopaka.

- Nie będę się powtarzał, pokonywałem większych i silniejszych od ciebie! Macie zostawić tych mieszkańców w spokoju, albo będziecie mieli problemy ze mną!

- Używasz takiej zabawki, haha!

- Ta proca jest lepsza, niż drogie pistolety. Sam tego chciałeś! KAYAKU BOSHI! - kulka wycelowana w Luffy'ego, wybuchła, dotknąwszy celu.

Kontynuacja